...czyli skąd się biorą dżentelmeni...
- Proszę Pana... ja byłam pierwsza! - dziesięcioletnia dziewczynka wskakuje na jedyne wolne miejsce, odpychając z wielką determinacją kolegę z klasy. Najwyrazniej upatrzył sobie to samo siedzisko.
- Ja zobaczyłem je pierwszy! - wrzeszczy dzieciak z furią nie zamierzając poddac się bez walki. Patrzy z nadzieją na nauczyciela.
Szczupły mężczyzna bezskutecznie próbuje zapanowac nad lawiną kolorowych czapek i kurtek, która wdarła sie z pomrukiem do autobusu, i wypełniła szczelnie każdą szpare.
"Dlaczego ja to wogóle robie? Taka charówa. I za co? Za te psie pieniądze?"
Z poczuciem niespełnienia na umęczonej twarzy patrzy przepraszająco na najbliższego pasażera. Pani w brązowym płaszczu unosi z dezaprobatą oczy ku niebiosom, żałując, ze nie wsiadła we wcześniejszy autobus.
- Proszę pana, proszę pana. To moje miejsce!- świdruje w uszach cienki głosik. Nauczyciel odwraca sie w strone, skąd dochodzi i rozbieganym wzrokiem usiłuje ogarnąc sytuacje. Na jego twarzy pojawia sie wyraz jeszcze wiekszej rezygnacji:
- Jasiu, bądź dżentelmenem - wzdycha ciężko - ustąp jej... Była szybsza.
...
i co Wy na to, Drogie Panie? ;)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz